Egipt wylot Wroclaw - organizacja wesel - darmowe typy - HP2071 - Bukmacher - obozy włochy - praca finanse - Centrale telefoniczne - Rowery - Niezależność finansowa - zmywarki bosch - Kredyty - polisolokata - gierki

cena pozycjonowanie firmy | phpbb3 styles Turystycznie

Mityczna wyspa

wrzesień 2nd, 2008

Kreta jest kolebką europejskiej cywilizacji i kultury. Choć to tylko wyspa, sprawia wrażenie osobnego kontynentu, ze wszystkim co się na nim powinno znaleźć. Ten górzysty szmat lądu oblany ciepłymi wodami Morza Śródziemnego, był areną rozgrywek mitycznych bogów i herosów. Mity zaś ukształtowały świadomość większości Europejczyków. Na wyspie koza Amaltea wykarmiła ukrytego w jaskinii góry Dikce Zeusa, któremu udało się uniknąć pożarcia przez własnego ojca Kronosa. Później ten sam Zeus, przemieniony w białego byka, przyniósł tu na swym grzbiecie piękną Europę. Urodziła mu ona trzech synów i dała imię całemu naszemu kontynentowi. Na Krecie w zbudowanym przez Dedala Labiryncie krył się potwór o ciele człowieka z głową byka, Minotaur. Stąd też Ikar wystartował do swego niezbyt udanego, ale jakże słynnego lotu. Atrakcji turystycznych jest tu tak wiele, że nie sposób zakosztować wszystkich za jednym razem. Wyruszmy najpierw w podróż szlakiem zabytków. Kuszą muzea, starożytne minojskie pałace, ukryte w górach klasztory, nadmorskie twierdze. Czeka tu na nas cudowna przyroda, południowe słońce, niezwykła kultura, ale i wyborna kuchnia. Doskonałym punktem startu jest pałac w Knosos i pamiątki po słynnym władcy Krety, królu Minosie. Minojczycy do dziś pozostają dla badaczy wielką zagadką. Nie wiadomo, co sprawiło, że właśnie na Krecie wykształciła się pierwsza wysoko rozwinięta kultura europejska. Mieszkańcy starożytnej Krety mówili nieznanym nam językiem, a ich świetność zakończy wybuch wulkanu na sąsiedniej Thirze.

Mamma mia

wrzesień 2nd, 2008

Rzym jest miastem wielokulturowym. Inie jest to tylko efektem milionowych pielgrzymek do zamkniętego w granicach Rzymu papieskiego Watykanu. Rozliczne targowiska, od Campo de?Flori po Porta Portese, rozbrzmiewają językami kupców z całego świata. Kolory skóry przechodniów na ulicach są tak różnorodne, jak ich kreacje, a nie jest to znowu takie łatwe do osiągnięcia, bo przecież Rzym to miasto mody. Na słynnych, XVIII-wiecznych Schodach Hiszpańskich odbywają się ekskluzywne pokazy kreacji największych sław świata mody, a witryny rzymskich butików wciąż wyznaczają trendy na salonach i ulicach, nie tylko we Włoszech. Niestety coraz dalej posuniętej unifikacji ulega rzymska kuchnia. Na Zatybrzu w ogóle trudno znaleźć spaghetti i ravioli ? to królestwo smaków etnicznych. W centrum jest po prostu upiornie drogo, a i lokale nastawione głównie na turystów zatraciły ducha rodzinnych  restauracji z wielką mammą rządzącą Rzymem ?od kuchni?. Najlepiej poszukać niewielkich knajpek zwanych tu  trattoria ? ostoi lokalnych smaków i atmosfery, zupełnie jak z filmów o wspaniałej erze dolce vita, słodkim życiu rzymian lat 60.

Kanadyjscy Indianie

wrzesień 2nd, 2008

Jeszcze kilkanaście lat temu Whistler było maleńkim miasteczkiem ? dawniej górniczym, później aspirującym do miana ośrodka turystycznego. Dziś stało się najmodniejszym kurortem narciarskim kanadyjskich Gór Nadbrzeżnych i z roku na rok rozrasta się w nieprawdopodobnym tempie. Nic dziwnego, bo położone jest pięknie, a na znajdujących się wysoko trasach narciarskich można jeździć przez sześć miesięcy w roku. Za dwa lata odbędzie się tu część zawodów zimowej olimpiady. Czemu by się tam nie wybrać sprawdzić na własne oczy, czy Adam Małysz odzyska wreszcie formę? Przynajmniej można już to zrobić bez wizy w paszporcie. Jeśli chodzi natomiast o Indian, to Indianie kanadyjscy są bardziej widowiskowi niż ich pobratymcy z USA. Latem w całym kraju odbywają się uroczyste festiwale, zwane pow-wow. Najłatwiej obejrzeć je na przełomie czerwca i lipca, podczas ogromnego święta Dzikiego Zachodu, jakim jest Stampede w Calgary, u stóp Gór Skalistych. Jest tam rozległa wioska indiańska, a dookoła rozgrywają się zawody rodeo, m.in. ujeżdżanie koni, łapanie na lasso byczków i wyścigi wozów konnych.

Na lewo fiord, na prawo fiord

wrzesień 2nd, 2008

Pływania po fiordzie nie ominiemy. Drogi w tej części Norwegii niespodziewanie kończą się nad brzegiem. Dalej tylko pluskają fale. Przedłużenie drogi biegnie dopiero po drugiej stronie, dokąd regularnie kursują promy zabierające 2 ? 3 razy na godzinę po kilkanaście samochodów. Gdyby nie one, nie byłoby jak podróżować po tej krainie. Chociaż pojawiła się już alternatywa ? pod fiordami buduje się tunele. Jednym z najdłuższych na świecie jest tutejszy Laardalstunnelen ? 24,5 km. Ale bez promów podróż traci wiele uroku. Z pokładu najlepiej widać wijącą się po wybrzeżu szosę i cienki pas zamieszkałego lądu, który wcisną się między wodę a góry. Jeżeli zwiewa nas z pokładu, zawsze możemy się schronić w przytulnym barze. A taka podróż trwa od kwadransa do dwóch godzin. Wreszcie stolica zachodniej Norwegii, skąpane na zmianę w deszczu słońcu Bergen. Z Sogndal można tu dotrzeć 2,5 godz. szybkim katamaranem. Na dawnym portowym nabrzeżu wznosi się dzielnica drewnianych domów zwana Bryggen. To jedno z najpiękniejszych miejsc w całej Skandynawii. Gdzie chodzi Się wąskimi pasażami po drewnianych chodnikach, przeciskając się pomiędzy domami niegdysiejszych kupców. Dziś jest to dzielnica na wskroś turystyczna (wpisana na listę UNESCO), ale wciąż pełna klimatu sprzed wieków. Nie można wyjechać z Norwegii bez zobaczenia Bryggen. I bez spróbowania na miejscowym targu świeżutkiego łososia ? nie tego z reklam o norweskim  przysmaku lecz tego prawdziwego z Morza Północnego.

Motywy Wikingów

wrzesień 2nd, 2008

Sogneiord miejscami jest głęboki na ponad kilometr. Po drugiej stronie wznosi się niemal pionowa, 400-metrowa ściana, zwieńczona usypiskiem porośniętych mchami kamieni. Po deszczu ścianę tę przecinają powstające na krótko wodospady. Niektóre wpadają wprost do fiordu, a niektóre rozpryskują się w powietrzu, dołączając do unoszących się mgieł. To, co widać z daleka, jest niegościnną krainą majestatycznych gór, lodu i skandynawskich sag. Tam, gdzie kończy się fiord, kończą się i widoczne oznaki życia ? zaczyna się kraina legend i trolli. My stoimy wciąż w innym świecie: w słonecznej krainie owocowych sadów, schludnych drewnianych domków i zieleni. Na granicy tych dwóch światów morska woda łączy się z wodą topniejących lodowców. Tu znajdują się same norweskie naj-: największy lodowiec Europy ? Jostedals, najwyższe góry Skandynawii ? Jotunheimen i najdłuższy fiord. A przede wszystkim drewniane kościółki pamiętające czasy wikingów ? stavkirke. W norweskich dolinach jest ich 29. Najpiękniejszy w Borund. Największy w Heddal, a najstarszy w Urnes. Do kościółka w Burgund ciągną autokary pełne turystów. Jego sylwetka zdobi większość okładek norweskich folderów. Zbudowany został pod koniec XII w. Zwieńczone stylizowanymi głowami smoków dachy opadają stromymi płaszczyznami. Niemal cały pokryty jest przypominającym rybią łuskę gontem. Patrząc z boku, nietrudno dostrzec podobieństwo górnych części dachu do sylwetki łodzi wikingów. Wejście otacza plątanina motywów roślinnych i zwierzęcych ? wzór typowy dla najstarszych norweskich kościołów. U schyłku panowania brodatych wojowników pogańskie tradycje wymieszały się z nowo przybyłym chrześcijaństwem. Zdobienia dachów są żywcem przeniesione z okrętów. W wielu miejscach zapisano pismem runicznym nazwiska i daty, choćby w Heddal, które leży dalej na południe, w regionie Hardangervidda, gdzie Marek Kamiński przygotowywał się do swoich polarnych wypraw.